Stado

Mam kota i jest to dla mnie wielkie szczęście, ale kiedyś, można rzec, żyłam w stadzie. W naszym domu było zawsze kilka psów i kotów, w tym kilka na przechowaniu albo te, które się przybłąkały.
Pamiętam te czasy, byłam częścią stada i był to dla mnie zaszczyt. Niestety, było minęło - ojciec zmarł, mój mąż tez, zostałyśmy z mamą w dużym domu i o jednym kocie.
Ktoś mógłby spytać, w czym problem, ano w codziennej praktyce, moja mama nie ma siły na spacery z psem, a szanowny pan kot nie znosi konkurencji, ja zaś większość dnia spędzam poza domem. Trzeba myśleć realnie.
Wspomniawszy jednak niedawno te szczęsne czasy płakałam rzewnie. Musiałam jednak szybko się uspokoić, bo kot mój nie znosi, gdy płaczę i kiedyś nawet boleśnie mnie zaatakował.
Zobaczymy, co przyniesie przyszłość, na razie jest jak jest.

Moc powraca :)

Moja mama, gdy wspomniałam, że źle się czuję, bardzo popierała tygodniowe zwolnienie mówiąc, że dobrze sobie odpocząć. Ale tak naprawdę bez wirusa w mym organizmie czuję się bardzo dobrze, osłabienie dopiero podczas infekcji. Obecnie czuję przypływ sił, z czego bardzo bardzo się cieszę, tak naprawdę wolę siedzieć w kancelarii i udzielać się zawodowo, niż gnić w chacie.
Szanowna szefowa słała już dziś obłudne esemesy, chce wiedzieć kobita, kiedy mrówa wraca, bo mrówa jest pracowita i skuteczna. Mogłam ją ucieszyć :).

Znów inny rok!!!!!!!!!!

A to numer, jak ten czas leci, że zacznę refleksyjnie hihi.
Stęskniłam się za pisaniem w blogowni, za blogowym koleżeństwem tez, może kogoś napotkam.
Ostatnie dwa wpisy - jestem na chorobowym i oto znów :), choć teraz nie tak poważnie, nie chcę powiedzieć, że w całości naciągane, ale żadna tragedia, mały tygodniowy odpoczynek od trudów wczesnego wstawania, galopu do autobusu, półgodzinnej podróży i durnego dnia pracy. Pracować trza, by mieć na waciki, więc nie narzekam. Ostatnio miałam urodziny i jedynym prezentem poza tym od koleżeństwa w pracy jest 500 zł od Ewki, też nie mogę narzekać, miły drobiazg :).
Dziś po pierwsze zmieniam wygląd bloga, dość tego smutnego błękitu. Nagle mnie to napadło przed chwilą hm...
Wspominam dawne blogowe czasy i pamiętam, ile radości z tego miałam, co skłoniło mnie do tak długiej przerwy? Chyba byłam w depresji, choć niezdiagnozowanej, absolutnym smutku, żałości.
Zaczynam od nowa!

Już kwiecień!

No proszę, jak czas zasuwa, ostatni wpis w styczniu był.
Nie dzieje się niestetyż nic ciekawego, na szczęście nabrałam zdrowego dystansu i już się tak tym wszystkim nie denerwuję.
Willi nie sprzedałyśmy :), ale też przestało nam tak histerycznie na tym zależeć. Jest plan zakończenia upojnej wspólpracy z pośredniczką, zrobienia przerwy i spokojnego poszukania kogoś sensowniejszego. Wiem, że pośrednikom pieniądze przesłaniają widok świata, ale ta obecna jest wyjątkowo denerwująca. nie wspominając już o tym, że nie zna się na domach, zwłaszcza starych i zwłaszcza na ich sprzedawaniu.

Pracę mam obecnie lekką, łatwą i można powiedzieć przyjemną, durną jak cholera, ale za to - względny spokój. Względny, bo są wymagania wyników powstających na zasadzie robienia cudów. Coś dla mnie, przecież jestem magiem hi hi. No prawie... :)
Jesteśmy na etapie zmiany jednego z podstawowych programów, dotychczasowy się rozkraczył.
Zespół jest mały, kilka bab i informatyk. Dwóch dochodzących pełnomocników i dyrektor za szybą.
Nie ma się czym podniecać, ale bywają śmieszne elementy, po kolei od czasu do czasu opiszę.
Na razie stwierdzam brak wynagrodzenia na koncie, ale właściwie nie powinno mnie to dziwić, pewnie za późno wysłali. Luknę rano, jeśli nie będzie, mój ryj będzie słyszalny w całym tym "nowoczesnym biurowcu". Kudłata Mariolka przenosi się z administracji do księgowości, będę mieć wtykę.

Wiosnę czuć, coraz cieplej. Dziś co prawda kilka rzeczy mnie wyprowadziło z przyjemnego nastroju - trochę prania wyfrunęło z balkonu, zanim udało mi się je przytwierdzić  do suszarki, wylało się sporo świeżo zakupionego wysuszacza do lakieru paznokciowego, kotek położył się na świeżo upranej i uprasowanej bluzce. No, takie tam pierdoły.

Jest też smutna wieść, zmarła kuzynka mojej Ewki. Bardzo fajna osoba, pamiętam ją z dawnych czasów. Chorowała na raka jajnika od dobrych kilku lat. Boję się o Ewkę, wczoraj byłyśmy w ulubionej galerii i wydała mi się jakaś depresyjna, a dziś to.
Muszę poświęcić jej więcej uwagi i wspierać, bo ja jestem histeryczna, ale ona bardzo delikatna psychicznie.


Po przerwie

Piszę po dłuższej przerwie, jakoś nie miałam chęci stukać, a może i nie miałam o czym. Bo cóż takiego się dzieje, nic! W każdym razie nic ciekawego.
Matka podupadła na zdrowiu, od maja ciągle coś się jej czepia, ale operacja zaćmy wykonana, zapalenie nerek opanowane i wyleczone. Niestety, obecnie okazuje się, że kolanka "siadły". Nadają się do wymiany, ale mama stara i zmurszała, ma kilka poważnych przewlekłych schorzeń i nie bierze poważnego zabiegu od uwagę. Leczymy u ortopedasa zastrzykami z kwasu hialuronowego i sterydu. Daje efekt, co jakiś czas trza powtarzać, no ale aktywność Danuty spadła z konieczności. Trudno, ważne, żeby opanować bóle.

Moja francowata kuzynka dostała po dupsku od losu. Mężuś grubas cierpi na schorzenie kardiologiczne, musi iść do szpitala i będzie się musiał poddać zabiegowi. A już myślałam, że nigdy mendy nie dopadnie  sprawiedliwość dziejowa. Nie, nie - ja wcale źle nie życzę :); po prostu gdy się całe życie żre, chla i leży oraz posiada bandzioch większy od siebie w całości, to logicznym jest, że obowiązkowo należy ponieść tego konsekwencje.

Cóż, ja oczywiście zresztą też na chorobowym, zapalenie oskrzeli.
Czuję się przeokropnie i nie wiadomo, co też będzie dalej.
Zmieniłam dział w kancelarii i obecnie stany chorobowe nie cieszą mnie wcale, zwłaszcza takie, które mnie meczą, ten kaszel, duszności... Już mnie dr rodzinna na poprzedniej wizycie straszyła szpitalem, może teraz zrealizuje groźbę, wygląda na mściwą.
W domu nie za ciepło i to dodatkowo przyczynia się do mego złego samopoczucia.

Domu nie sprzedałyśmy, niestety nikt się nie rzuca mimo, że nasza willa najtańsza w dzielnicy. Powinno się ewentualnym chętnym zapłacić, żeby w ogóle wzięli.

Nie wiem, co to będzie, czuję się jak w potrzasku. Jak przeważnie, a przecież się staram!!!
Czemu los mi nie sprzyja???

Nowy rok

Już inny rok, nowy, ale taki sam, jak zawsze :). Na razie doopa, nieprzewidziane wydatki, rachunki, niepotrzebne leki i tylko jedna bluzeczka dla przyjemności. A, jeszcze nowa torba, ale ta poprzez nadgryzienie karty kredytowej. Oszczędzać to ja nie umiem, a jednocześnie nie należę do trwoniących kasiorę. Taki żarcik. Właśnie sobie uświadomiłam, że nie mam już oszczędności. Czyli od teraz koniec z wydawaniem pieniędzy, tylko rachunki i jedzenie.
Dom jest od czasu do czasu prezentowany, nie biorę w tym udziału, bo mnie ten proces denerwuje, a zwłaszcza nasza durnowata pośredniczka, tej nie znoszę jak psa i jak o mnie chodzi, to won. Matka się użera, tresuje debila, ale ja na to nerwów nie mam.
Praca bez sensu i męcząca.
Coś się zaczęło pieprzyć z cukrzycą, ale wygląda na to, że powodem jest jeden z leków p.bólowych/p.zapalnych. Podejrzewałam, ale dopiero mama sięgnęła po ulotkę, a tam jest napisane o tym bardo wyraźnie.
Czyli proza życia i jakoś nie pociesza mnie fakt, ze zawsze mogłoby być gorzej :(.

Rękodzieło

Zawsze mnie fascynowało rękodzieło, piękne rzeczy wytworzone własną ręką. Chciałabym móc do tego wrócić, nie martwić się o zdobywanie pieniędzy i robić to, co lubię. Próbowałam różnych rzeczy, ostatnio sutaszu. Szło mi dobrze, ale to początki i nie miałam możliwości rozwinięcia skrzydeł, trza było iść do pracy. A tu trza trenować, wyrabiać pewną rączkę, obmyślać wzory, dobierać kolory i kamyczki. Jeśli dożyję chwili, gdy będę mieć trochę wolnego czasu, zajmę się rękodziełem i będę chodzi do kina. Pewnie dopiero na emeryturze, tylko kiedyż ona dla mnie nadejdzie :(.

Choroba

Położyło mnie choróbsko. I wcale nie jakieś wirusy zimowe, jeno kręgosłup szyjny. Boli, muszę zjadać chemię, doktory niezbyt jednolite w swoich pomysłach leczenia tego. Mam zrobić rentgen - zrobię - i poddać się rehabilitacji - nie zrobię, bo niby kiedy? Na NFZ za rok, a po pracy prywatnie nie mam czasu. Może mi przejdzie, siedzę na zwolnieniu do świąt, oby kurna nie dłużej, bo zwariuję. Już widzę minę szefa, ostatnio ciągle wyglądał, jakby miał stado hemoroidów krwawiących w doopsku. Wiem dlaczego, wszystkie jego pomysły nie wypaliły, umarły zresztą śmiercią naturalną, a ciągle powiększające się grono pracowników zapowiada zmianę posady. He he, zostanę im ja :)).

Święto Zmarłych

Wyjątkowo mi smutno z okazji święta tego roku. Długo wczoraj płakałam. Zbigniew jest w moim sercu, ale wydawało mi się, że coraz bardziej zamienia się w obraz. Jednak nie, może to i lepiej - boli, ale nie jest obrazem, jest kawałeczkiem mojego własnego serca.
Byłam wczoraj, a jutro do rodziny na Osobowice z mamą. Niezwykle to wszystko smętne, te wszystkie zawirowania i samotność.

Nerwy posiadam

Nie mam spokoju, a nie mogę powiedzieć, by była to moja ulubiona sytuacja życiowa. Byli dziś znów ewentualni nabywcy :), matka przeglądała mieszkania i biadoli, jak też się w tym kurniku (mieszkaniu w bloku) pomieścimy. Ale okazuje się, że jest dużo możliwości. Trza się będzie "ścieśnić" i tyle. Teraz klamoty rozstawione na hektarach, przy przeprowadzce się je wywali. Fakt, że posiadam dużo ubrań, trza będzie pomyśleć. Brak mi męskiej osoby do zadań technicznych, ale skąd go wytrzasnę? Nie ma, to nie ma, należy sobie poradzić samej. Jak mawia rodzicielka - będzie, co ma być. I tak najlepiej do tego podejść, żeby się nie wykonczyć nerwowo.
W pracy nie wspomnę, wciąż nerwowa sytuacja - mnóstwo zadań, minimum szkolenia, wzięłam projekty do domu, jutrzejsza niedziela na straty - będę się wdrażać. Przy mojej znikomej inteligencji prawno - przepisowej marnie to widzę, ale już niejednokrotnie się przekonałam, że to, co najpierw się wydaje strasznym i niezgłębionym, w miarę ogarniania jakoś się przejaśnia. Pieniędzy z tych nowych pomysłów nie będzie na pewno, ale do tego już się przyzwyczaiłam. To i tak nie moja bajka, tylko mus, więc nie mam w zamiarze jakoś szczególnie się napinać.
Poza tym niestety brak podniecających szczegółów w mym życiu. Ewka stwierdziła, że jestem zakupoholiczką - kupuję raz w miesiącu dwie sztuki odzieży :), co w takim razie powiedzieć o niej???!!! Faktem jest, że to najbardziej fascynujące momenty, jakich od wielu miesięcy doznaję, więc trza korzystać, bo może ich wcale nie być ;).
A propos mężczyzn, obecnie nie odmówiłabym towarzystwa jakiegoś miłego pana; chciałabym się poczuć trochę bardziej bezpiecznie czując wsparcie. Ale to zdaje się marzenie ściętej głowy. Nie poszukuję, bo nie mam tego w charakterze, zresztą gdzie miałabym szukać, w internecie??? No więc odczuwam strach przed życiem, decyzjami i zagrożeniami i czuję się w tym osamotniona i nieszczęśliwa.

NERWY

 Mam straszliwe nerwy, nie potrafię sobie z tym poradzić, zawsze tak było, ale przecież mam powody. Cukier mi urosnie na pewno, a może i ciś...